TYM RAZEM MOWA O WYGRANEJ W SPRAWIE KREDYTU FRANKOWEGO W DAWNYM BANKU NORDEA Z 2010
Wygranej w I instancji, apelacji banku oraz …. propozycji banku cofnięcia apelacji
SPRAWA DOTYCZYŁA KREDYTU CAŁKOWICIE SPŁACONEGO- BO TAKIE KREDYTY TEŻ MOŻNA PODWAŻYĆ.
Znacie takie powiedzenie, że pycha kroczy przed upadkiem?
Myślę, że ono doskonale obrazuje sytuację banków – także banku z poniższej historii.
Jak już zauważyliście – wyroków korzystnych dla kredytobiorców jest zdecydowanie więcej niż tych na niekorzyść (oczywiście zdarzają się wyjątki, ale to temat na osobny odcinek…)
Niczym odkrywczym również nie jest, że apelacje banków od niekorzystnych dla nich wyroków to tylko strata pieniędzy i czasu…
Strata pieniędzy- bo w tej sprawie sama opłata banku od apelacji wyniosła około 60.000 zł (tak- sześćdziesiąt tysięcy złotych)…
Strata czasu- bo sprawy apelacyjne trwają 1-2-3 lata…
Mimo to- apelacje banków, tzn. odwołania od wyroków w dalszym ciągu są baaaardzo częste…
Tak było i w tym przypadku.
Co więcej- BANK NIE BYŁ ZAINTERESOWANY UGODĄ… (sic!)
Szczegóły:
– kredyt frankowy w „Nordei” z 2010 r.,
– wygrana w I instancji- wygrana przed Sądem Okręgowym Warszawa Praga, wyrok z marca 2025 r.,
– bank złożył apelację,
– minęło trochę czasu i… niespodzianka…
– Bank się rozmyślił i zaproponował CAŁKOWITE ROZLICZENIE i zawarcie porozumienia kompensacyjnego (oczywiście korzystnego dla Klienta)!!!
– mniam
Podsumowując:
Czy strategia Banku (Banków) jest dla mnie zrozumiała?
Tak i nie.
Tak- rozumiem, że jeśli banki się odwołują/straszą/wierzgają nogami- część klientów boi się iść do sądu. Dotyczy to zwłaszcza osób, które już spłaciły kredyt (takie podejście to błąd- spłacone kredyty też można podważyć).
Nie – nie rozumiem, że banki lekką ręką wydają po kilkadziesiąt tysięcy na bezsensowne apelacje…
Sprawę od początku prowadziła adwokat Magdalena Jaczewska.